Są takie drogi, które prowadzą właściwie donikąd, a mimo wszystko człowiek ma ochotę sprawdzić, co jest dalej. Trochę piachu, trochę trawy, krzaki wchodzące pod nogi i las, który powoli odbiera naturze to, co kiedyś ktoś próbował tutaj wydeptać.
Lubię właśnie takie miejsca. Bez znaków, asfaltu i całego tego cywilizowanego zamieszania. Idziesz przed siebie, bo możesz, a nie dlatego, że nawigacja kazała skręcić za dwieście metrów. Nad głową kawał błękitnego nieba, chmury robią swoje, a człowiek przez chwilę może zwyczajnie niczego nie planować.
I chyba właśnie dlatego warto czasem zejść z głównej drogi. Nawet jeżeli nie wiadomo, dokąd ta boczna prowadzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz